Tak pora na podsumowanie tego dwumiesięcznego czasu wakacyjnego, dwóch miesięcy spędzonych w Międzyzdrojach. Lipiec, po prostu bez komentarza, siedzenie z nogą nic nie robienie. Brak plaży, dał się we znaki, brak humoru. Gdyby nie pewni ludzie, byłoby czasami trudno. Choć sierpień pokazał mi, umiesz liczyć? licz na siebie. Dopiero w sierpniu ''odbyło'' się rozbudzenie, do prawie piętnastego, cały czas na plaży tzw. leżing, smażing & plażing, którego brakowało w lipcu. Już końcówka sierpnia ja za 3 dni wsiadam w pociąg i wracam do szkoły. Czy było niesamowicie, było jakoś po prostu przyzwoicie, nic ponad to. Można myśleć że wakacje nad morzem to najlepsze co może być, ale wakacje to nie tylko miejsce, to ludzie i ogólnie jakieś zewnętrzne czynniki. Więc było jakoś tylko OK! Jedyne co było na piątke, a nawet na szóstke to jedzenie, tak jedzenie. Było tego dużo, Dużo przez duże D. Kocham tyle jeść, ale już niestety widać efekty, ale Why not? przecież dam rade mamy całą jesień i zimę.
W te wakacje miałem pod domem śpiewający chór, nie żartuje. W sobotę zebrało się gwałtownie na deszcz. Była burza. Schronili się przed deszczem przy najbliższym daszku i z nudów zaczęli śpiewać. Takie sytuacje nie dzieją się codziennie, śpiewający chór przed oknami. Świetne to było. (edytowano 03.11.2014)